poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 10

"We are such stuff as dreams are ma­de on."



 Justin


- Selena, płaczesz? - zapytałem, można było wyczuć niepokój w moim pytaniu.
- Nie. - odpowiedziała łamiącym się głosem - proszę bardzo, nie chcesz dzwonić to nie dzwoń.
- Może powinniśmy zrobić sobie przerwę. - zaproponowałem, choć tego nie chciałem.
- Jak chcesz.
- Jeszcze tylko jedno pytanie, co właśnie robisz? - nadal byłem niespokojny.
- Jadę samochodem.- wystraszyłem się nie na żarty.
- Boże, Selena! Nie płacz już, bo jeszcze coś się stanie. 
- A spadaj! Żegnam. 
- Selena, czekaj! 
- Żegn... - nie skończyła, usłyszałem hałas, trzask.
Co mogło się stać? Jak? Co się stało? 
Zadzwoniłem do niej, odpowiedział mi głos sekretarki. 
Nie wyłączyłaby telefonu od tak, coś musiało się stać.
Poderwałem się gwałtownie z łóżka. Nie wiedziałem co mam zrobić. Wtem wpadłem na pewien pomysł.
- Cedrick, umiesz namierzyć telefon? - zapytałem z nadzieją.
- No może, a co się stało?
- Nie wiem, rozmawiałem z Seleną, myślę, że miała wypadek.
- Podaj mi jej numer telefonu. - szybko podyktowałem jej numer (znałem go na pamięć).
- Nie rozłączaj się! - powiedział - Ma włączony?
- Nie.
- Cholera. - mruknął - Spróbuje coś zrobić, ale nic nie obiecuje.
- Dawaj. - powiedziałem z rozpaczą - próbuj.
- Justin, uspokój się. 
- Jak mam się uspokoić, moja dziewczyna może nie żyć - warknąłem.
- Moment, chyba coś mam. Odpal lapka, wyśle ci to.
Włączyłem szybko laptopa, po czym wczytałem dane satelity. Jest, mam ją. Kropka oznaczona jej numerem się nie poruszała, a dobrze wiedziałem, że jechała samochodem. 
Miała wypadek.
- Justin i co teraz? - zapytał Cedrick
- Dzwonię na policję, pogotowie. A następnie jadę tam.
- 100 km od ciebie. Jeśli będziesz jechał 200 km/h powinienieś być tam za pół godziny.
- Jadę. - rzuciłem do słuchawki.
Nie zważając na przepisy, ograniczenia prędkości... Jedna myśl tylko mnie nurtowała.
A jak ona nie żyje?
Justin, nie myśl tak! - skarciłem się.
Cerdick miał rację po 30 minutach byłem na miejscu. To co zobaczyłem wstrząsło mną do szpiku kości. Wszędzie resztki tego co zostało z najprawdopodobniej dwóch samochodów. Podszedłem szybko do pierwszego lepszego policjanta.
- Co się tutaj stało?
- Nie pana sprawa, panie Bieber. 
- Moja - warknąłem - moja dziewczyna jest w to zamieszana.
- Co? - zdziwił się.
- Myślę, że miała wypadek.
- Pana dziewczyna?
- Tak, Selena Gomez.
- Poproszę pana tutaj, musi coś pan zedentyfikować. 
Boże, co?!
- Czy to telefon pani Gomez? 
- Tak, rozmawialiśmy przed wypadkiem.
- Skąd .. - nie dokończył.
- Urwała rozmowę i usłyszałem trzask.
- Musimy pana przesłuchać. - powiedział z naciskiem na "przesłuchać".
- Dobrze.
- Chodźmy. - poprowadził mnie do radiowozu.
- Imię, nazwisko - warknął starzy policjant.
- Justin Bieber. - powiedziałem podobnym tonem.
- Dames, to chłopak dziewczyny z wypadku - powiedział policjant, z którym wcześniej rozmawiałem.
- Dobra, Jack. Wie coś? - rozmawiali jakby mnie tam nie było.
- Wiem, tylko tyle, że moja dziewczyna miała wypadek. Nawet nie wiem czy żyje - warknąłem.
- Żyje - powiedział Dames znudzonym głosem.
Po kilku minutach, dłużących się jak cholera, powiedziano mi do jakiego szpitala zawieziono Selene.
W radiu usłyszałem piosenkę Sel:
Turned my back to the door
Feel so much better now
Don't even try any more
Nothing left to lose
There's a voice that's in the air saying "don't look back, nowhere"
There's a voice that's always there

And I'll never be quite the same as I was before this
Part of you still remains though it's out of focus
You're just somewhere that I've been
And I won't go back again
You're just somewhere that I've been

I'm breathing in
Breathing out
Ain't that what it's all about?
Livin' life crazy, loud
Like I have the right to
No more words in my mouth
Nothing left to figure out
But I don't think I'll ever break through
The ghost of you

And I'll never be like I was
The day I met you
Too naive - yes I was
Boy, that's why I let you in
Wear your memory like a stain
Can't erase or numb the pain
Here to stay with me forever

I'm breathing in
Breathing out
Ain't that what it's all about?
Livin' life crazy, loud
Like I have the right to
No more words in my mouth
Nothing left to figure out
But I don't think I'll ever break through
The ghost of you

One of these days I'll wake up from this
Bad dream I'm dreaming
One of these days I pray that I'll be
Over, over, over you
One of these days I'll realize that I'm
So tired of feelin' confused
But for now
There's a reason why you're still here in my heart

I'm breathing in
Breathing out
Ain't that what it's all about?
Livin' life crazy, loud
Like I have the right to
No more words in my mouth
Nothing left to figure out
But I don't think I'll ever break through
The ghost of you

Breathing in
Breathing out
Breathing in
Breathing out

Like I have the right to
No more words in my mouth
Nothing left to figure out
But I don't think I'll ever break through
The ghost of you ***




Ta piosenka działa na mnie cholernie, wzruszałem się za każdym razem słuchając niej. Zastanawiałem się w jakim stanie ją zostanę. Po 30 minutach dojechałem na miejsce. Zapytałem pierwszego lekarza o numer sali, w której leży moja ukochana. Gdy stanąłem w drzwiach, spojrzałem na nią i prosto rzuciłem się na łóżko. Nie dosłownie. Usiadłem obok i wziąłem ją za rękę. 





Selena

    Promyki letniego słońca próbowały przebić się przez żaluzje w oknie sali szpitalnej. Nie czułam nic, żadnego mięśnia, nic. Chciałam otworzyć oczy, ale nie udało mi się. Co się stało? - pomyślałam i wtem usłyszałam głos:
- Selena, Selena.. - głos urwał się. 
Do sali najprawdopodobniej ktoś wszedł, usłyszałam tylko jak zamyka drzwi.
- Pani Gomez, słyszy mnie pani? - zapytał inny męski głos.
- Taa,,k - mruknęłam nie wyraźnie.
- To dobrze, może pani otworzyć oczy? - spróbowałam spełnić jego prośbę, udało się, chociaż oślepiło mnie jasne światło. Zamrugałam kilka razy. Rozpoznałam dwie postacie pochylające się nade mną. Był to chyba jakiś doktor, był ubrany na biało. Więc pomyślałam, że musiał to być lekarz. Drugą osobą był Justin. Co on tu do cholery robi? - pomyślałam.
- Jak się pani czuje?
- Nie wiem, to znaczy - wrócił mi głos - nie mogę się ruszyć.
- To jeszcze po znieczuleniu.Coś panią boli? - dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że boli mnie głowa.
- Głowa.
- Zaraz przyjcie pielięgniarka.
- Dobrze. - mruknęłam, na powrót zamykając oczy. 
- Seleno.. - zaczął.
- Justin! Nie! 
- Porozmawiamy później, odpoczywaj.
- Jasne.





______________________________________

*** - Selena Gomez - Ghost of You. Tłumaczenie pl: 

Odwróciłam się plecami do drzwi
Czuję się o wiele lepiej teraz
Nawet już dłużej nie próbuję
Nie zostało nic więcej do stracenia
Słychać głos w powietrzu mówiący "Nie oglądaj się za siebie, nie masz gdzie"
Ten głos zawsze tam jest

I nigdy nie będę zupełnie taka sama jak przedtem
Część ciebie nadal pozostała, chociaż już mniej wyraźna
Po prostu jesteś gdzieś, gdzie ja byłam
A gdzie nie wrócę
Po prostu jesteś gdzieś, gdzie ja byłam

Robię wdech
Robię wydech
Czy to nie o to w tym wszystkim chodzi?
Żyć życiem szalonym, głośnym
Jakbym ja też miała prawo
Żadnych więcej słów na mych ustach
Nie pozostało nic do zrozumienia
Ponieważ wątpię, bym kiedykolwiek mogła się przebić przez Twojego ducha

I nigdy nie będę taka, jaka byłam 
W dniu, w którym cię poznałam
Zbyt naiwna - tak, byłam.
Chłopcze, to dlatego cię wpuściłam
Pamięć o tobie jest jak plama,
Nie da się usunąć lub uśmierzyć bólu
On zostanie we mnie na zawsze.

Robię wdech
Robię wydech
Czy to nie o to w tym wszystkim chodzi?
Żyć życiem szalonym, głośnym
Jakbym ja też miała prawo
Żadnych więcej słów na mych ustach
Nie pozostało nic do zrozumienia
Ponieważ wątpię, bym kiedykolwiek mogła się przebić przez Twojego ducha

Któregoś dnia obudzę się z tego koszmaru, który śnię
Któregoś dnia będę się modliła aby
Skończyć, skończyć, skończyć z tobą
Któregoś dnia uświadomię sobie że jestem
Zmęczona tymi mylnymi uczuciami
Ale na teraz
Jest powód dla którego nadal jesteś w moim sercu

Robię wdech
Robię wydech
Czy to nie o to w tym wszystkim chodzi?
Żyć życiem szalonym, głośnym
Jakbym ja też miała prawo
Żadnych więcej słów na mych ustach
Nie pozostało nic do zrozumienia
Ponieważ wątpię, bym kiedykolwiek mogła się przebić przez Twojego ducha

Robię wdech
Robię wydech
Robię wdech
Robię wydech

Jakbym ja też miała prawo
Żadnych więcej słów na mych ustach
Nie pozostało nic do zrozumienia
Ponieważ wątpię, bym kiedykolwiek mogła się przebić przez Twojego ducha


Każdy Komentarz Motywuje :)


czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 9

"I don’t wanna feel your pain."



Selena

    "(...) Nikt nie miał pojęcia o moich snach i przypuszczeniach. Ktoś by jeszcze pomyślał, że jestem walnięta. A już na pewno Cedrick. Minęło kilka tygodni od pierwszego naszego spotkania. Oczywiście nic nie powiedziałam nic Justinowi, nie mam pojęcia jakby na to zareagował. Nie wiem, być może bałam się. Drogi pamiętniczku na tym kończę na dzisiaj... zaraz mam spotkanie z moimi fanami i konferencje prasową związaną z nowym filmem "Monte Carlo. Jak wrócę to coś napiszę o tym." - odłożyłam do szuflady mój pamiętnik, po czym założyłam marynarkę na letnią niebieską sukienkę i wyszłam z pokoju. Przelotnie zauważyłam, że moja mama czyta gazetę, więc mruknęłam tylko krótkie "cześć" i udałam się do swojego samochodu.
   Po kilku minutach byłam na miejscu. Jak zawsze mnóstwo paparazzi. Nie zdążyłam mrugnąć, a przy mnie znalazło się dwóch ochraniarzy.Byłam do tego przyzwyczajona. Pomachałam swoim fanom, którzy zrobiliby wszystko, aby chociaż mnie dotknąć. Po przejściu kilku metrów znalazłam się na tzw. "ściance" i pozowałam fotoreporterom. Dołączyły do mnie po chwili, moje kochane dziewczyny z planu, czyli Leighton Meester i Katie Cassidy.

                       *  *  *

- Trudno było ci zagrać dwie role na raz? - zadał pytanie kolejny dziennikarz.
- Nie, to było dość ciekawe. 
- Obecnie jesteś nadal z Justinem Bieberem?
- Ta konferencja dotyczy filmu, a nie mojego życia prywatnego. - skwitowałam krótko.
- Więc nie udzielisz odpowiedzi na to pytanie?
- Nie, nie udzielę.
- Katie, czy jesteś podobna do swojej bohaterki?
- Nie, w życiu zupełnie nie przypominam Emmy. - zaśmiała się. - Ale miło było grać kogoś z kim ma się mało wspólnego. 


Justin

  Obecnie jestem w trasie koncertowej, przez co rzadko widuję Selene, ale też ostatnio coś nam się nie układa. W ogóle się jakby zamknęła w sobie. Jak się spotykamy to od razu się kłócimy, więc może lepiej na razie wymigiwać się trasą?! Na krótszą metę - tak - ale na dłużej - już nie. Pogrążając się dalej w tych myślach, nie wystąpił dzisiaj, więc je porzuciłem, przynajmniej do jutra. Zaśmiałem się w duchu. W tej chwili do mojego busowego pokoju weszła styliska.
- Justin, choć już. Muszę cię przyszykować. - powiedziała.
- Dobrze, Em. Już idę. - odpowiedziałem.
Moja stylistka nazywała się Emma Mallcot, ale każdy na nią mówił zdrobniale, czyli Em. Podniosłem się z łóżka i powędrowałem do swojej garderoby. Przez kolejną godzinę szykowałem się na wyjście na scenę - makijaż, ubrania. 
- Jesteś genialna, Em. - powiedziałem na odchodne.
- Wiem. - zaśmiała się.

*  *  *

Po koncercie byłem tak wykończy, że marzyłem tylko o łóżku. Gdy spojrzałem na mojego iphona, zauważyłem 3 nieodebrane połączenia od Seleny. Szybko oddzwoniłem, zapytać co się stało.
- Hej, dzwoniłaś?
- Tak. - odpowiedziała spokojnie.
- Coś się stało?
- Nie. - odpowiedziała monotonnie.
- To po co dzwoniłaś? - zirytowała mnie.
- To już dziewczyna nie może zadzwonić do swojego chłopaka... - o już zaczyna - pomyślałem.
- Nie no, może... A więc co tam u ciebie? - zagadnąłem niechętnie.
- Co u mnie? - zaśmiała się nerwowo - od kilku tygodni nie odzywasz się do mnie, nie piszesz, nic! I ty się pytasz co u mnie?!
- Tylko się zapytałem. Nie dzwoniłem, bo byłem zajęty.
- Serio? Imprezowanie. Daruj sobie widziałam zdjęcia z tej twojej "pracy". 

Selena





Jak on mógł?! Dzwoni i się pyta co u mnie... Nie no.. Nie miałam z nim kontaktu przez kilka tygodni.. I stać go tylko na krótkie "co u ciebie?". Łzy spływały mi po policzkach, ale głos się nie załamał.
- Serio? Imprezowanie. Daruj sobie widziałam zdjęcia z tej twojej "pracy". - prychnęłam.
- I co będziesz mi to teraz wypominać?
- Nie, nie będę.
- Już wypominasz...- obtarłam łzy ręką.
- Chcę tylko się dowiedzieć prawdy...
- Jakiej prawdy? O co ci chodzi?
- Dlaczego ignorowałeś mnie? - tutaj głos mi się lekko załamał, ale chyba tego nie dostrzegł.
- Mówiłem ci już, że byłem zajęty.
- Nie mów mi, że nie miałeś nawet 5 minut wolnego. - zaśmiałam się nerwowo.
- Jestem w trasie koncertowej, tutaj zawsze się coś dzieje. 
- Hmm.. No tak, kupa zabawy. Dla każdego miałeś czas tylko nie dla mnie. - tutaj głos mi się ponownie załamał.
- Selena, płaczesz? - zapytał, można było wyczuć niepokój w jego pytaniu.
- Nie. - odpowiedziałam łamiącym się głosem - proszę bardzo, nie chcesz dzwonić to nie dzwoń.
- Może powinniśmy zrobić sobie przerwę.
- Jak chcesz.
- Jeszcze tylko jedno pytanie, co właśnie robisz? - nadal był niespokojny.
- Jadę samochodem.
- Boże, Selena! Nie płacz już, bo jeszcze coś się stanie. - przeraził się.
- A spadaj! Żegnam.
- Selena, czekaj! 
Nie zauważyłam, że zjechałam na drugi pas, gdzie prosto na mnie jedzie ciężarówka. Było już za późno na wszystko... 
- Żegn... - mruknęłam po czym była już tylko ciemność...


wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 8


"-A niech to szlag".
 
 

    Obudziłam się dość wcześnie biorąc pod uwagę to, że dzisiaj nie musiałam. Miałam spędzić cały dzień z Justinem. Chciał mi przedstawić swojego najlepszego przyjaciela.

    Usiadłam na łóżku nagle przypominając sobie dzisiejszy sen.

    Stałam pośród ciemnego lasu, nic ale to zupełnie nic nie widziałam. Jak zawsze w takich chwilach zaczęłam się bać. No bo co zrobił by każdy inny człowiek na moim miejscu?! Rozglądałam się na boki. Jak to miało coś dać. Nagle pośród drzew wyszedł Justin. Poznałam go po głosie.

- Cześć, piękna.

- Boję się. - odpowiedziałam trochę załośnie, zaśmiał się.

- Niby czego?!

- Jesteśmy w ciemnym lesie.

- No i?!

- Piłeś coś? - zapytałam podejżliwie.

- A nawet jeśli to co?!

- Ehh, znowu? Znowu jesteś pijany!

- No i co z tego, maleńka. - zaczął zbliżać się do mnie chwiejnym krokie, ale natomiast cofałam się.

- Odsuń się. - warknęłam.

- Nie bądź taka ostra, dziewczynko.

Wtem coś znów się poruszyło... Nie minęła minuta a zza drzew wyłoniła się kolejna postać. Ta sama co mi się od kilku tygodni śni. Ten sam chłopak. Później wszystko przyśpieszyło. Justin się na mnie rzucił, ten chłopak go odciągnął. Pobili się i tak skończył się kolejny sen. Znowu ten dziwny chłopak mnie uratował.

Bardziej niż na myśl to tym śnie, wytraszyłam się, ze Justin mógłby się tak zachowywać. Zerknęłam na zegarek, dochodziła już 7.

* * *

- Smacznego! - krzyknęła moja mama Mandy na do widzenia.

- Dzękuję, mamo!

I zabrałam się do konsumowanie miski płatków na mleku. Zwykłe śniadanie. Gdy już posprzątałam po mojej 'uczcie' pobiegłam na górę. Włączyłam laptopa i weszłam na Twittera." -Nic nowego- pomyślałam". Na Instagramie kolejne kilka osób mnie zaobserwowało. Dawno już nie miałam wolnego całego dnia, także nie miałam pojęcia co począć. Z Justinem byłam umówinona dopiero po południu...

**Justin**

- To co na dzisiaj zaplanowałeś? - zapytał mnie Robert.

- A co?! Nie no, nic specjalnego. Co powiesz na spotkanie w barze? - uśmiechnąłem się.

- Spoko, może być. Ciekawe czy się polubimy..

- Na pewno!

- Nie bądź taki pewny...

- A co?

- Nic. Ja tam wolę nie być taki optymistyczny.

- Przynajmniej nie jestem takim pesymistą jak ty. - posłałem mu zadziorny uśmieszek.

-Hahaha - zaśmiał się sarkastycznie - Bardzo śmieszne.

- No a nie?! - prychnął.

- Będzie co ma być. A powracając do teraźniejszości, to co teraz robimy?

- A na co miałbyś ochotę?

- Ej, mam dziwne skojarzenia. - obaj się zaśmieliśmy.

* * *

**Selena**

Stoję właśnie przed wejście do baru, w którym mieliśmy się spotkać.

"-Wdech i wydech. = pomyślałam sobie." Weszłam. Odnalazłam szybko Justina, podeszłam bliżej.

- Cześć! - pocałował mnie w policznek.-

- Hej. - uśmiechnęłam się.

- Zaraz ci przedstawię...O już idzie. Selena to jest Robert, Robert to Selena. - nagle pobladłam, podał mi dłoń chłopak z mojego snu.

- "A niech to szlag" - szepnęłam

- Co? - odezwał się Justin.

- Nic- zmieszałam się. - Miło mi cię Robert poznać. - uśmiechnęłam się.

- Mnie również. - uśmiechnął się rozbrajająco. Usiedliśmy przy naszym stoliku.

- A więc ile się z Justinem już znacie? - zaczęłam rozmowę.

- No Justin, ile to już?

- Hmm, niech ja pomyślę.

- Z 5 lat na pewno. - odpowiedział Robert.

- Oh, to dość długo. - byłam lekko zszkowana.

- No trochę tak. -uśmiechnął się Justin.

- A wy jak długo jesteście razem?

- Kilka miesięcy. - odpowiedziałam szybko.

- Pasujecie do siebie. - skwitował.

Przez kolejną godzinę nasza romowa wyglądała podobniej. Nie mogłam aż tak się skupić, no bo przecież odkryłam chłopaka z mojego snu. A okazał się nim najlepszy kumpel mojego chłopaka. Najgorsze było jeszcze to, że to właśnie z nim się całowałam. Za każdym razem mnie ratował. Czy to są sny prorocze?!


 
 

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 7

Rozdział 7

"Just(in) love"


       Błądzę już tak od kilku godzin. Sama nie wiem gdzie się jestem. Jest tutaj ciemno, cicho, strasznie. Po chwili doszłam do smugi światła i to co zobaczyłam bardzo mnie wystraszyło; stałam pośród wielkiego, zielonego labiryntu. Rozpłakałam się. Nie wiem ile czasu minęło, ale postanowiłam się wziąć do roboty. Przecież musi być jakieś wyjście. Zapuściłam się labirynt. Wtem ujrzałam przystojnego chłopaka o kasztanowych włosach , uroczym uśmiechu  i hipnotyzujących oczach. Nie wiedziałam go wcześniej. W pewnej chwili pocałował mnie, a ja się nie odsunęłam. Co mnie zdziwiło. Obudziłam się nagle...
      I zobaczyłam, że leżę obok Justina. Ten sen był bardzo realistyczny.Próbowałam się zastanowić dlaczego to mi się śniło. Jednak nie było mi dane tego zrobić, ponieważ Justin się obudził.
- Jak tam, kochanie? - zapytał ze uśmiechem.
- Dobrze, bardzo dobrze. 
- Długo już nie śpisz? 
- Nie, jakieś 5 minut. - uśmiechnęłam się.
- Z robię śniadanie. - wstał i poszedł się ubrać, 
  Ja zrobiłam to samo. Cały czas myślałam tylko o tym śnie. Po 10 minutach siedziałam już przy stole obserwując Justina w akcji. Nic nie mówiłam... To on zaczął.
- Wyspałaś się? - zapytał.
- Jasne, a ty? - opowiedziałam z uśmiechem.
- Oczywiście. Było bardzo milo. Proszę - postawił przede mną talerz z jajecznicą - Zajadaj.
- Dziękuję, - on też usiadł.

* * *

- Seleno, ostatni raz. - powtórzył po raz setny Cedrick*. Mój producent muzyczny.
- Powtarzasz tak już od godziny. - jęknęłam. 
- Co z tobą? Jesteś dzisiaj nie w formie. Wydajesz się taka rozkojarzona. 
- Nie mam ochoty dzisiaj, ani zapału. Motywacji też za grosz. 
- Ja Ci zaraz dodam motywacji, twój drugi album musi się ukazać jeszcze w tym roku. Fani na to liczą. A potem jeszcze trasa koncertowa.
- Cedrick, ja mam jeszcze inne sprawy na głowie. Jak na przykład serial.
- Ja tu jestem od muzyki, więc proszę zajmijmy się nią, dobrze? - westchnęłam.
- No dobra.
-I fajnie. Powtórzymy "Ghost of You". A właśnie pamiętasz, że niedługo musimy wydać teledysk do "Round&Round".
- Tak, pamiętam o tym doskonale.
- To extra. - skwitował to Cedrick. 
Kolejny raz zaśpiewałam "Ghost of You". Bardzo podobają mi się słowa tej piosenki. Wczułam się..
Po kolejnej godzinie spędzonej w studiu nie miałam ochoty na cokolwiek, więc powlekłam się do domu. Opadła bezwładnie na łóżko, po czym niemal od razu zasnęłam
     Zielony korytarz... Znowu brak poczucia bezpieczeństwa, a potem nagła radość. Radość... na widok nie znanej mi osoby. To takie dziwne. Ponownie podszedł do mnie i złożył na moich ustach pocałunek. Pocałowałam go równie łapczywie co on mnie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Zaprowadził mnie nad rzeczkę, usiedliśmy na brzegu. Przytuleni do siebie trwaliśmy. 
  Obudziłam się o 5. Pamiętałam dokładnie sen. Jednak znowu nie miałam czasu nad rozmyślaniem nad nim. Bowiem o 6 muszę być na planie, Wzięłam prysznic, ubrałam się, po czym pojechała na plan. 
  Po powrocie do domu, wpisałam w Google mój sen. Chciałam dowiedzieć się co znaczy. Żadne wyszukiwań mnie nie zadowalało. Poddałam się. Opadłam na łóżko rozmyślając, czy i tej nocy przyśni mi się to samo.

* * *
  Rano obudził mnie powiew wiatru. Widocznie Mandy, moja mama, otworzyła okno jak jeszcze spałam. Dzisiaj do południa w studiu, a potem muszę się szykować na imprezę, na którą idę z Justinem. Kolejne wyjście oficjalne. Tym razem premiera jakiegoś filmu. Mniejsza oto. Starałam sobie przypomnieć czy śnił mi się ten tajemniczy chłopak, ale nic nie znalazłam w mojej pamięci. 
   Po zjedzonym śniadaniu pojechałam do studia. Byłam w znakomitym nastroju. Tryskałam energią i nawet Cedrick to zauważył.
- Selena! Cześć! Jaka wesoła.
- Cześć, Cedrick. Jakoś tak.To co idziemy do studia?
- Jasne. - uśmiechnął się - Tylko powiem Angeli* by zrobiła mi kawę, chcesz?
- Tak. 
- To zaraz wracam, idź już do studia.
- Ok. 
   Przedpołudnie minęło mi zadziwiająco szybko, nim się obejrzałam, a już musiałam iść do fryzjera.
- To chyba na tyle. - oznajmił Credick.
- Muszę iść do fryzjera. - popatrzył na mnie pytająco. - No, dzisiaj jest premiera...
- A no tak, zapomniałem.
- To jutro tej samej porze?
- Tak. Do zobaczenia.
- Cześć.


__________________

* Cedrick ---- producent muzyczny. Czytaj: 'Sedrik'

* Angela --- sekretarka w studiu. 

_______________


Kolejny rozdział będzie niedługo, myślę, że albo jutro, albo we czwartek :)


niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 6

Na początku chce podziękować za komentarze. Piszcie w komentarzu także swoje własne blogi - chętnie na nie zajrzę i skomentuję :)
Rozdział 6
"I will never make you cry "




*-* Oczami Seleny *-*

Dzisiaj wielki dzień - pierwsze oficjalne wyjście z Justinem. Wielka gala. Sukienkę mam już gotową. Teraz siedzę u fryzjera przeglądając czasopisma. Godziny mi się dłużyły, ale muszę wyglądać olśniewająco. Po kilku godzinach męczarni była gotowa. Justin miał po mnie przyjechać o 19 w asyście ochroniarzy oczywiście.


* * *

- Selena! Justin! Tutaj! Popatrzcie się tutaj! - tłumy fotografów walczyli o nasze zdjęcie. Uśmiechaliśmy się, po czym weszliśmy do sali, w której odbędzie się odebranie nagród. Po 10 minutach wszystko się zaczęło. Szczerze? Strasznie nudno do chwili w której okazało się, że to Justin wygrywa nagrodę. Wstałam i przytuliłam mojego chłopaka. Pocałował mnie po czym poszedł odebrać nagrodę. Byłam z niego taka dumna. Po całej oficjalnej części nadszedł czas na nieoficjalną, czyli dobrą zabawę. Z głośników leciała piosenka "Fly Project - Toca Toca". Razem z Justinem śpiewaliśmy. Czasami robiło mi się głupio, bo każdy się nas gapił.
-Oh... chcę powiedzieć, że zawsze deszcz pada na mnie;  rzekami

 szampana świętujemy razem (Oh i wanna see rain on me 

forever; Rivers of champaigne celebrate together) - śpiewaliśmy.
Bawiłam się cudownie chociaż nic nie piłam. Mój chłopak jednak chyba coś tam podpił, bo po godzinie mówił tak:
- Koochanie, cukiereeeczku, jaka ty słooodka. Moje ślicznoości. Ahhh, mniam. - jąkał.
Wiedziałam, że przesadza. Śmieszyło mnie to. O 1 w nocy byłam już w domy we własnym łóżku. Szybko usnęłam.

MIESIĄC później...

- Selena! Selenaaa! Mam dla ciebie prezent. - krzyczał Justin, gdy tylko podjechałam pod jego dom.
- Tak, a jaki? - zapytałam uradowana. Co on może dla mnie mieć?
- Jedziemy na Hawaje!!!
- Na Hawaje? - wybuchnęłam wielką radością.
- Tak, cieszysz się? - po co się pytał, przecież widział moją reakcję.
- Oczywiście, że tak. Pakuj się!


* * * 

Siedzieliśmy w jednym z kubów na Hawajach. Justin lekko się wstawił. Bałam się, że ktoś go przyłapie, a przecież nie ma jeszcze 21 lat* . 
- I see your eyes every day and every night And i, i wanna hold you 

  love you till the end of time. Stay over night cause i want you i

my life And i, i wanna love you i will never make you cry. (Widzę 

twoje oczy codziennie i każdej nocy I chcę cię mieć, kochać aż do

 końca Bądź na noc, bo chcę cię w moim życiu I chcę cię kochać i 

nigdy nie sprawię, że będziesz płakała). - mruczał mi do ucha. 

Doprowadzał mnie tym do szaleństwa.Po kilku minutach tańczenia, 

zmyliśmy się do jego pokoju. Chciaż byliśmy parą już od roku to 

rodzice nie pozwolili nam wynająć jednego pokoju. Weszliśmy do 

środka, całując się i obijając o ściany. Szybko zdjął ze mnie ubrania. 

Nie byłam mu dłużna. 



Obudziłam się rano, przytulona do mojego chłopaka. Czułam się 

cudownie. Justin już nie spał. Kiedy zauważył, że ja także 

pocałował mnie we włosy.


_______________________

* W USA alkohol można legalnie kupić/pić po ukończeniu 21 lat.

________________________

Nie byłam pewna czy chcielibyście czytać dłuży opis "pierwszego razu" Seleny, dlatego napisałam jak najmniej. Jeśli chcielibyście dłuższe takich sytuacji to piszcie, a jak będzie kolejny raz (a będzie :D) to opiszę dłużej ;) 










piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 5

Na wstępie chce Wam podziękować za KOMENTARZE ;* Będę pisać częściej i będą dłuższe rozdziały. Motywujecie mnie :) Ten rozdział jest słodki, romantyczny i potrzebny do tego aby rozwinęła się akcja. Później będzie ciekawiej: akcja, romanse, zdrady, kluby nocne, narkotyki. Nie przynudzam i zapraszam na rozdział 5 "Sielanka". 


"Sielanka"

*-* Oczami Seleny *-*

Wstałam, ale nie byłam jeszcze zdolna do jakiego kolwiek ruchu. Ten koszmar cały czas chodzi mi po głowie. Minęło dobre pół godziny, gdy postanowiłam że jednak podniosę się z łóżka. I wtedy... sobie przypomniałam. O 7 miałam być na planie "Czarodziei..", a dochodziła właśnie 8.
- Cholera!! - pomyślałam.
Szybko ubrałam się po czym zeszłam na dół, gdzie zobaczyłam moją mame.
- Siadaj - powiedziała - zaraz dam ci naleśniki.
- Mamo, przecież ja nie mam czasu! O 7 powinnam być na planie.
- Córeczko nic się nie stało. Zadzwoniłam i powiedziałam, że będziesz później. A teraz siadaj i zajadaj.
Spełniam jej prośbę i chwilę potem wcinałam już naleśniki popijając sokiem pomarańczowym.
Po tej cudownej chwili nadszedł czas na pracę. Na planie byłam do godziny 20,a potem od razu poszłam spać.

*-* Oczami Justina *-*

Dzień jak co dzień - nagrywanie, próby. W końcu ruszam niedługo w pierwszą światową trasę. Dzisiaj nie spotkam się z Seleną, ponieważ ta nagrywa dzisiaj odcinek kolejny. Po dłużej chwili postanowiłem zadzwonić do Roberta.
- Hallo? - odezwał się znajomy głos w słuchawce telefonu.
- Hej, Robert. To ja Justin.
- O, hej Juss. Co tam?
- Masz jakieś plany na dzisiaj wieczór?
- Hmm, nie! Coś proponujesz? 
- Spotkamy się? Pogadać i takie tam?
- Jasne. To o której i gdzie?
- O 19. Tam gdzie zawsze?
- OK.
Z Robertem mamy taką jedną swoją ulubioną knajpkę. Lubimy tam przesiadywać. Panuje tam taka... taka normalna atmosfera. Nikt nie chce się na ciebie rzucić, zgwałcić, zaciągnąć do pokoju itd. Moje fanki są najlepsze na świecie, ale czasem się ich boję. Na przykład tydzień temu jedna wtargnęła do mojego pokoju hotelowego. Położyła się na łóżku w samej bieliźnie. Gdy wszedłem do sypialni zamurowało mnie. Na szczęście mój ochroniarz zareagował błyskawicznie. Rozmyślając tak nie zauważyłam, że dochodzi już 19. Założyłem skórzaną kurtkę i wsiadłem do mojego samochodu . Po 10 minutach byłem już na miejscu. Wszedłem do lokalu i usiadłem przy barze. Czekając na Roberta przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie, jakieś 2 lata temu. Biegłem wtedy do domu ze szkoły. Nie sądziłem, że dzisiaj będę tym kim jestem. I zagapiłem się, tym samym wpadając na Roberta. Przewróciłem go na stoisko z hot-dogami. Oczywiście miał całą koszulę w keczupie. Byłem strasznie wystraszony, bo nie wiedziałem co mam zrobić. Bałem się. Ale on .. On się tylko uśmiechnął. I tak oto w skrócie nasza historia. Robert jest ode mnie starszy o 2 dwa lata. W pewnej chwili poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu. Serce mi podskoczyło do gardła. Już myślałem, że to jakaś zwariowana fanka. Ale gdy się odwróciłem zobaczyłam tylko Growera (przyp. autorki: nazwisko Roberta). 
- Stary wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. - zaśmiał się.
- Wystraszyłeś mnie. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- No już .. wdech i wydech. Nie chce cie zabić. - znów się zaśmiał.
- Ok, już jest ok.
- To dobrze, chcesz o czymś ze mną porozmawiać?
- Hmmm, no nie wiem.
- Z twojego głosu, wtedy jak rozmawialiśmy przez telefon, wywnioskowałem że chcesz ze mną pogadać tak poważnie. A więc?
- Sprawy sercowe..
- Właśnie słyszałem ze chodzisz z Seleną Gomez. Wszystkie gazety o was piszą.
- Co? - zdziwiłem się - Jakie gazety?
- Justin? Wszystkie!
- Ja jeszcze nie widziałem.
- Ślepy jesteś czy co? No nawet tutaj, popatrz. - podał mi jakieś czasopismo, które leżało na barze. Zapewne barmanki. 
Nagłówek brzmiał "Selena Gomez i Justin Bieber razem! Związek dla kariery?". Zdenerwowałem się czytając już sam nagłówek. To co by było jakbym zaczął czytać dalej. Oddałem jak najszybciej magazyn.
- To wracając do rozmowy. Jakie masz te sprawy sercowe?
- Boję się, że Selena się mną znudzi...
- Ehh... 
- No właśnie, nie wiem co teraz mam robić. Jaki krok teraz wykonać...
- Może zaskakuj ją.
- Jak?
- Kupuj kwiaty, zabieraj na randki, urządzaj pikniki.
- Robert! Jesteś wielki!
- Ej, nie aż taki wielki! - udał oburzenie. Zaśmiałem się
- Tak, tak. Dzięki.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się. Po chwili ktoś do niego zadzwonił. Wywnioskowałem, że musi już iść. Dochodziła już 22. Ja też wiedziałem co mam zrobić. Zadzwonię jutro do Seleny i zaproszę ją na piknik.


*-* Oczami Seleny *-*

- Halo? - odebrałam telefon
- Cześć kochanie. - odezwał się znajomy głos.
- Hej, Justin.
- Chciałbym cię zaprosić na randkę.
- Dzisiaj? Tam gdzie zawsze?
- Tak dzisiaj, ale gdzie indziej.
- Aha... to gdzie?
- Przyjdź do mnie do domu, a potem razem pojedziemy tam, ok?
- Jasne. O której mam być u ciebie? 
- O 15.
- Ok, do zobaczenia.
- Pa.
Wyłączyłam telewizję i zadzwoniłam do Victorii , by ta pomogła mi wybrać strój. Po paru minutach obie już szperałyśmy w szafie. Po kolejnej godzinie wybrałyśmy to. 

-O boziu jak tu pięknie - pomyślałam, gdy już doszliśmy na miejsce. Dokoła piękne kwitnące kwiaty i rzeczka. Na środku tego raju był rozłożony koc piknikowy i przysmaki. Podeszłam do Justina i go pocałowałam.
- Jest cudownie - szepnęłam 
- Cieszę się, że ci się podoba. - przytulił mnie.








środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 4

"Frist kiss - Pierwszy pocałunek"

3 miesiące później...


*_* Oczami Justina *_*


Dzisiaj umówiłem się na kolejną randkę z Seleną. Jesteśmy ze sobą coraz bliżej. Z czego się bardzo cieszę.

Postanowiłem sobie, że to właśnie dzisiaj ją pocałuję. Jestem nieco poddenerwowany. Boję się. Co do mojej kariery ... jestem już idolem nastolatek na całym świecie. Dojechałem na umówione wcześniej z Seleną miejsce naszego spotkania. Czekałem, aż mój anioł przyjdzie. Ten jej uśmiech jest zaraźliwy. Ona ma w sobie tyle pozytywnej energii. To moje życie. Muszę! Muszę jej to wyznać. Moje rozmyślenia przerwała Sel wchodząc do mojego samochodu.
- Cześć - przywitała się.
- Hej - odpowiedziałem z uśmiechem. Ona także się uśmiechnęła.
- To co masz w planach na dzisiaj?
- A jeszcze coś wymyślę.
- Jesteś jakiś spięty. - zauważyła.
- Serio? Nie.
- Na pewno? Wszystko ok? - zapytała z troską.
- Hmmm...Ehh..
- Justin, co jest? - położyła swoją rękę na mojej. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Postanowiłem zadziałać. Splotłem nasze palce. Nie odsunęła ręki.
- Nie wiem jak zacząć. Od czego zacząć. - wyznałem.
- Od samego początku.
- Kocham Cię. ... Jesteś dla mnie najważniejsza. ...  Jesteś moim życiem. ... Nie mogę bez ciebie żyć ...
- Ohhh, Justin! Ja też Cię kocham. - rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją jak najmocniej. Kiedy się od siebie oderwaliśmy; popatrzeliśmy sobie prosto w oczy.
- Czyli jesteśmy parą? - zapytałem.
- Tak -szepnęła.
Zebrałem się i zbliżyłem swoją twarz do jej. Owionął mnie jej ciepły oddech. Zawirowało mi się w głowie. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Patrzyła na mnie z czułością. Niemal rozpłynąłem się pod wpływem jej wzroku. Sterczeliśmy chwilę w takiej pozie. 
- To co idziemy na tę kolację czy będziemy tak siedzieć w samochodzie? - zapytała.
- Jasne,  już idziemy. - zmieszałem się. Po 10 minutach siedzieliśmy już przy stoliku. Reszta wieczoru minęła równie miło. Odwiozłem ją do domu i pocałowałem na pożegnanie. Opowieść jak z bajki, nieprawdaż? Ale czy ta bajka będzie miała dobre zakończenie? Coś czuję, że sam o tym zadecyduję. Jak na razie będę żył swoim życiem z Seleną. Moją ukochaną. Nic nas nie podzieli, nie poróżni, razem na zawsze.

*-* Oczami Seleny *-*


Położyłam się do łóżka rozmyślając tylko o nim. Wkrótce usnęłam 

~~~~~~~~~~~~ 
Jechałam samochodem. Byłam dużo starsza niż teraz oraz niewyobrażalnie wściekła. Czułam te emocje choć wiedziałem, że to tylko sen. Jechałam z niewiarygodną szybkością: 150 km/h, 200 km/h i nie miałam zamiaru zwolnić. W ręku trzymałam telefon i wybierałam numer do Justina. Nie odbierał. Przyśpieszyłam 210 km/h ...
Ciemność. Następnie przeniosłam się pod jakiś klub w LA. Wysiadłam z auta i pobiegłam w stronę wejście. Weszłam. Spotkałam wiele pijanych, naćpanych osób. Szukałam tylko jednej. Gdy go znalazłam zamarłam. Obściskiwał się z jakąś laską przy barze. Podeszłam jak najszybciej do nich. Odczepili się od siebie.
- Oooo, Selena! - wymamrotał. Widać było że jest mega pijany i naćpany.
- Oooo! - krzyknęłam, po czym walnęłam go z całej siły w twarz. Zachwiał się.
- Mała? Co jest? - zapytał.
- Spieprzaj! - warknęłam, po czym udałam się do samochodu. Tam łzy napłynęły mi do oczu.
~~~~~~
Obudziłam się nagle zlana potem. 

- To tylko sen! To tylko sen! - powtarzałam sobie w myślach. Później nie mogłam długo zasnąć.